Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 września 2018

DZIKA REPRYWATYZACJA.

Tak zwana „dzika reprywatyzacja” nie jest przyczyną obecnych problemów. Ona jest skutkiem zaniechań ciągnących się od zarania III RP. Nie byłoby dzikiej reprywatyzacji, gdyby uchwalono ustawę reprywatyzacyjną, ale przez 28 lat wolnej Polski żaden z rządów nie był w stanie tego dokonać. Jesteśmy ostatnim krajem w Europie bez takich przepisów, za to z bardzo długą kolejką osób, które chcą zwrotu majątku. Nie chodzi już o handlarzy roszczeniami, ale o dawnych właścicieli lub ich spadkobierców. To blisko osiem tysięcy rodzinnych historii. Jak wygląda ta walka o prawo własności i dlaczego toczący ją ludzie czują się oszukani przez państwo?

Polecamy materiał telewizyjny przedstawiający sytuację ziemian polskich, zrealizowany przez telewizję TVN. W programie wystąpił między innymi Stanisław Ziemiecki, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.
http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/na-lodzie,747369.html

WYSTĄPIENIE PTZ DO NAJWYŻSZYCH WŁADZ PAŃSTWA

WYSTĄPIENIE PTZ DO NAJWYŻSZYCH WŁADZ PAŃSTWA

Polskie Towarzysto Ziemiańskie wystosowało obszerny apel do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w sprawie projektu ustawy o zrekompensowaniu niektórych krzywd wyrządzonych osobom fizycznym wskutek przejęcia nieruchomości lub zabytków ruchomych przez władze komunistyczne po 1944 r. Kopie wystąpienia zostały skierowane do wiadomości Prezydenta RP oraz Marszałków Sejmu i Senatu.
Fragment: (…) W wielu przypadkach przyjęte w tym projekcie rozwiązania nie tylko, że nie rekompensują wymienionych w tytule krzywd, ale je pogłębiają lub wręcz stanowią nową (kolejną) krzywdę oraz nawet idą dalej w odbieraniu prawa własności niż pozwoliły sobie na to władze komunistyczne. W przypadku osób pokrzywdzonych przez zastosowanie dekretu PKWN z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej, Projekt nie naprawia jakiejkolwiek krzywdy, ale wyrządza nowe.(…) PTZ uznaje za konieczne poinformowanie o nim najważniejszych osób w Państwie, gdyż (…) już samo zaoferowanie Rządowi do procedowania regulacji o takiej treści musi budzić najwyższe obawy.
Pełna treść wystąpienia: kliknij aby pobrać (format PDF)

poniedziałek, 23 lipca 2018

OŚWIADCZENIE

Oświadczenie Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego w sprawie przerwania prac nad ustawą reprywatyzacyjną

Polskie Towarzystwo Ziemiańskie wielokrotnie podkreślało, że Polsce potrzebna jest kompleksowa ustawa reprywatyzacyjna, wypracowana w drodze kompromisu ze wszystkimi interesariuszami, procedowana zgodnie z zasadami demokratycznego państwa prawa. Opublikowany w dn. 20 października 2017 r. projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej tych warunków nie spełniał. Dlatego oświadczenie pana premiera Jarosława Gowina o zaprzestaniu prac rządu nad projektem ustawy reprywatyzacyjnej przyjmujemy bez zdziwienia.
Jednocześnie, deklaracja premiera Gowina wzbudza nasz niepokój, gdyż cofa nasze państwo do roku 2001, gdy weto ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zamroziło temat reprywatyzacji na kolejne 17 lat, dopuszczając – poprzez brak regulacji – do stanu niepewności prawnej. Jej skutki odczuwamy do dziś.  Z jednej strony są to godne potępienia nadużycia, a z drugiej nieuzasadnione zaniechania organów państwa: sądów, administracji państwowej i samorządowej.   
Polskie Towarzystwo Ziemiańskie pragnie podkreślić, że tylko powszechna ustawa o restytucji mienia i odszkodowaniach za mienie utracone, wzorowana przykładowo na ustawie AWS z 1999 r. lub na wypróbowanych rozwiązaniach czeskich lub niemieckich, pozwoli na wygaszenie istniejących roszczeń i uwolnienie władzy samorządowej oraz Skarbu Państwa od stanu niepewności prawnej dotyczącego majątku ogromnej wartości, który to stan nie licuje z powagą Rzeczpospolitej.
Od czasu niefortunnego projektu tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej z października 2017 r., sądy i organy administracji wstrzymują decyzje o zwrotach i rekompensatach, uzasadniając to wycofanym właśnie projektem rządowym. 
W sytuacji, gdy Państwo Polskie po raz kolejny uchyla się od obowiązku całościowego uregulowania kwestii własnościowych, apelujemy do organów władzy o normalizację sytuacji prawnej w taki sposób, aby słuszne roszczenia rzeczywistych spadkobierców mogłyby być procedowane przez sądy  i organy administracji z poszanowaniem prawa i interesów wszystkich stron.
W szczególności apelujemy o ujednolicenie oraz odblokowanie orzecznictwa i procedur w tym zakresie. Powinnością organów państwa jest nie tylko eliminacja nieprawidłowości tzw. dzikiej reprywatyzacji lecz także przywrócenie szans na częściowe chociaż zadośćuczynienie osobom pokrzywdzonym bezprawnymi działaniami komunistycznego reżimu.   
Jednocześnie, niemal trzy dekady po transformacji ustrojowej, niezmiennie apelujemy o dialog, kompromis i wypracowanie realnego oraz trwałego rozwiązania problemu braku regulacji stosunków własnościowych w Polsce.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Pwrót na rodzinne włości.


 
Afery w Warszawie sprawiły, że reprywatyzacja nie ma dzisiaj dobrej prasy. A przecież nie tylko jest ona aktem sprawiedliwości, ale często także ratuje ruiny oraz cenne zabytki, dobra naszej kultury oraz historii naszego państwa.


 http://palacwguzowie.pl/wp-content/uploads/2018/06/Powrot_na_rodzinne_wlosci__Guzow.pdf

sobota, 24 marca 2018

Ze smutkiem zawiadamiamy o śmierci

Naszego bliskiego i zasłużonego Kolegi

JANUSZA GOSZTOWTTA

Honorowego Członka Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego

Wieloletniego Skarbnika Oddziału w Olsztynie

Rodzinie i Bliskim składamy wyrazy żalu i głębokiego współczucia

Zarząd, koleżanki i koledzy z Oddziału P.T.Z. w Olsztynie.




Zdjęcia z posta użytkownika Polskie Towarzystwo Ziemiańskie

wtorek, 6 lutego 2018

WIELKA GRABIEŻ WŁASNOŚCI PRYWATNEJ

Komunistyczne władze, dążące do przejęcia władzy w Polsce, planowały wyeliminować środowiska potencjalnie im przeciwne. Dlatego na mocy dekretu PKWN z dn. 6.IX.1944 r. postanowiono przeprowadzić tzw. reformę rolną czyli wywłaszczyć bez odszkodowania wszystkie majątki ziemskie o powierzchni ogólnej powyżej 100 ha, bądź 50 ha użytków rolnych, a na terenie woj. poznańskiego, pomorskiego i śląskiego jeżeli ich łączna pow. przekraczała 100 ha niezależnie od wielkości użytków rolnych. Wszystkie nieruchomości przechodziły na własność Skarbu Państwa bez żadnego odszkodowania, z przeznaczeniem na cele reformy rolnej. Dnia 12.XII.1944 r. uchwalono dekret o przejęciu na własność skarbu Państwa lasów i gruntów leśnych o obszarze ponad 25 ha. Wraz z nieruchomościami konfiskacie podlegał cały inwentarz żywy, zasiewy oraz wszelkie ruchomości jak meble, książki i przedmioty użytku osobistego. Wraz z nieruchomościami konfiskacie podlegał cały inwentarz żywy, zasiewy oraz wszelkie ruchomości jak meble, książki i przedmioty użytku osobistego.
 Tak więc przeprowadzenie reformy rolnej, sztandarowego hasła komunistów miało się odbyć kosztem prywatnej własności ziemskiej. Oba te akty były sprzeczne nie tylko z poczuciem sprawiedliwości i prawem międzynarodowym ale także z ówczesnym porządkiem konstytucyjnym. Art. 99 konstytucji RP z 17 marca 1921 r., utrzymany w mocy przez art. 81 konstytucji RP z 23 kwietnia 1935 r. chronił własność prywatną, uniemożliwiając wywłaszczenie bez odszkodowania. Przeprowadzenie reformy rolnej w Polsce w istocie miało spełnić funkcję polityczną, a nie ekonomiczną. Dążono do zniszczenia ziemiaństwa jako patriotycznie nastawionego środowiska poprzez rozdawnictwo ziemi zamierzano pozyskać do swoich celów chłopstwa.
 Na represyjny charakter dekretu wskazywał Trybunał Konstytucyjny w swoim postanowieniu z dnia 28.XI.2001 r. / sygn. akt SK 5/2001 / stwierdzając co następuje: „Dekret PKWN z 6.IX.1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej nie tylko dokonywał zmian w strukturze własności rolnej lecz poprzez zakres i sposób jej przeprowadzenia niszczył ziemiaństwo jako grupę społeczną i kategorię wytwórców spełniającą określoną funkcję w strukturze ekonomicznej kraju”

Bezpośrednim i rzeczywistym celem dekretu była likwidacja ziemiaństwa jako najważniejszego wroga i liczącej się przeszkody w sowietyzacji kraju oraz podważenie prawnego i moralnego porządku społecznego, opartego na prawie własności. Ziemiaństwo stanowiło zagrożenia dla systemu komunistycznego i planów Stalina dotyczących całkowitego zniewolenia Polski.
Oczywiście ziemiaństwo nie było jedyna grupą społeczną, która ucierpiała w wyniku działań komunistycznej władzy. Była za to grupą, które te działania najbardziej dotknęły. Właściciele ziemscy pozbawieni zostali nie tylko podstaw egzystencji ekonomicznej ale także wyrzuceni ze swoich miejsc zamieszkania (dwory, pałace). Dodatkową szykaną był zakaz osiedlania się byłych właścicieli na terenie powiatu, na którym znajdował się majątek.

Polskie Towarzystwo Ziemiańskie nie akceptując od momentu swego powstania, bezprawnych aktów władzy ludowej, postulował podjęcie działań zmierzających do zadość uczynienia doznanym krzywdom. Niestety pomimo wielu prób polski parlament nie zdobył się dotychczas na uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej. Najbliżej tego momentu byliśmy w 2003 roku, kiedy to zaakceptowana już przez Sejm i Senat ustawa, została zawetowana przez ówczesnego prezydenta. Był to kolejny dowód, potwierdzający fakt, że partykularne interesy poszczególnych ugrupowań są ważniejsze niż rozwiązanie tej palącej sprawy.
Warto przy tym pamiętać, że Polska jest jedynym krajem z naszego regionu, w którym nie uregulowano kwestii restytucji mienia. Odłożenie regulacji stosunków własnościowych utrudnia, a chwilami wręcz zniechęca zachodni kapitał do inwestycji w Polsce.

Eksterminacja polskiego ziemiaństwa i inteligencji w latach 1944 – 1956 (patrz też podstrona Reprywatyzacja)

20 lipca 1944 roku powstał w Moskwie tzw. „Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego”(PKWN), przewidziany jako  tymczasowy organ władzy na terenie Polski po II wojnie światowej. Działał on do 31 grudnia 1944, na obszarze wyzwalanym spod okupacji niemieckiej – pomiędzy przesuwającą się linią frontu sowiecko-niemieckiego a Linią Curzona. PKWN funkcjonował pod polityczną kontrolą Stalina i realizował politykę ZSRR w Polsce.
Dekret pod nazwą Manifest PKWN, opracowany w Moskwie, wprowadzony został 22 lipca1944 roku przez agentów Stalina pod wodzą Bolesława Bieruta  (wybranego w 1947 roku, na podstawie sfałszowanych wyborów prezydentem  Polski). PKWN wydał 6 września 1944 roku „Dekret o reformie rolnej”, na podstawie którego pozbawiono majątków wszystkich właścicieli ziemskich w Polsce, bez odszkodowania.  Wraz z nieruchomościami konfiskacie podlegał cały inwentarz żywy, zasiewy oraz wszelkie ruchomości jak meble, obrazy, dzieła sztuki, książki i przedmioty użytku osobistego.  12 grudnia 1944 roku wydano dekret o upaństwowieniu lasów powyżej 25 ha. Oba dekrety, były niezgodne z obowiązującą wówczas konstytucją Rzeczypospolitej.
W okresie: wrzesień 1944 – grudzień 1945 wyrzucono z ich ojcowizny, dworów i pałaców właścicieli wraz z rodzinami, pozwalając niejednokrotnie zabrać ze sobą jedynie dobytek, który mogli unieść w rękach lub zmieścić na jednym wozie. Komuniści zakazali im osiedlania się na terenie powiatu, na którym znajdował się majątek. Ogółem, w latach 1944 – 1947 zostało zagarniętych ok. 14.000 majątków ziemskich, z tego na terenach w powojennych granicach Polski 10.000, obejmujących 3,5 mln hektarów (średnia wielkość majątku ok. 350 ha). Oprócz tego na Kresach wschodnich pozostało około 4.000 majątków obejmujących 2,0 mln hektarów (średnia wielkość majątku ok. 500 ha). Z 3,5 mln hektarów – 1,2 mln hektarów rozparcelowano pomiędzy 387 000 rodzin chłopskich. Średnio jedno gospodarstwo chłopskie otrzymało nieco ponad 3 hektary ziemi. Ich ekonomiczna rentowność z góry została skazana na niepowodzenie, gdyż chodziło o skolektywizowanie gospodarstw rolnych. Większość ziemi przejęło państwo tworząc Państwowe Gospodarstwa Rolne i tzw. „spółdzielnie produkcji rolnej”.
Ziemiaństwo stanowiło zagrożenie dla planów Stalina zmierzających  całkowitego zniewolenia Polski. Chodziło też o wykarczowanie tradycji ziemiańskich i wysokiej kultury. Ograbione w czasie II wojny światowej przez  hitlerowskie Niemcy i stalinowską Rosję  z dzieł sztuki polskie pałace i dwory, stanęły otworem dla rodzimych szabrowników.
Przed 1939 rokiem w Polsce było około 20.000 pałaców i dworów. Wszystkie zostały zagrabione właścicielom, na podstawie stalinowskiego dekretu.  Dekret o Reformie Rolnej z 6 września 1944 roku wsparto represyjnym dekretem o ochronie państwa, który przewidywał kary więzienia lub nawet śmierci za udaremnianie lub utrudnianie „reformy rolnej”. Na podstawie podobnych dekretów zostali pozbawieni majątków właściciele fabryk, banków, kamienic, aptek, lasów, papierów wartościowych. Oznacza to, że na rozkaz Stalina obrabowano prawie 10 procent ludności Polski z jej majątku, czyli ok. 2 mln osób. Najstarsze polskie rody zostały wyrzucone ze swej ojcowizny.
Pamiętać należy, że na skutek represji hitlerowskich i stalinowskich zostało zamordowanych ok. 30.000 przedstawicieli polskiej inteligencji ( w tym ziemian), a wielokrotnie więcej zostało wywiezionych do niemieckich obozów, na Sybir i pozostało za granicą (w USA, W. Brytanii, Francji i wielu innych krajach).
Po 1945 roku ziemianie w Polsce byli szykanowani przez władze komunistyczne, nie mogli dostać pracy (tylko fizyczną). Przykładem może być Stanisław Żółtowski z Kadzewa, wybitny intelektualista i świetny gospodarz, który po wojnie pracował jako portier w hotelu we Wrocławiu, „gdyż znał 4 języki, nie licząc łaciny i greki !”. Na porządku dziennym było usuwanie z pracy osób, które były „nieprawomyślne ideologicznie”. Wiele osób zostało zamordowanych przez UB (np. bohaterski rotmistrz Witold Pilecki) lub zaszczutych tak, że nie mogły normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Dzieci ziemian nie mogły dostać się na studia. Dotyczyło to wielu starych polskich rodów, zakorzenionych na tej ziemi od początków  państwa polskiego.  Azylem dla ziemian były biblioteki, wydawnictwa, w niektórych przypadkach instytuty hodowli zbóż, bydła i stadniny koni.
Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gnieździe ojczystym,
A Ty mię zdrowiem opatrz i sumieniem czystym…
…pisał Jan Kochanowski we fraszce na dom w Czarnolesie.
Warto uświadomić sobie, że z domów ziemiańskich pochodzą m.in.: Tadeusz Kościuszko (Mereczowszczyzna-Polesie), Kazimierz Pułaski – (Warka-mazowieckie), Józef Wybicki (Będomin-pomorskie), Fryderyk Chopin (Żelazowa Wola-mazowieckie), Adam Mickiewicz (Zaosie–d. nowogródzkie), Cyprian Kamil Norwid (Głuchy-mazowieckie), Henryk Sienkiewicz (Wola Okrzejska-mazowieckie), Ignacy Kraszewski (Romanów-lubelskie), Józef Piłsudski (Zułów–d. wileńskie), Ignacy Jan Paderewski (Kuryłówka–Podole), Stanisław Moniuszko (Ubiel-mińskie), Karol Szymanowski (Tymoszówka), Czesław Miłosz (Szetejny), gen. Bór-Komorowski, rotmistrz Witold Pilecki i wielu, wielu innych najwybitniejszych Polaków.

Opracowanie tekstu: Maciej RYDEL


piątek, 21 lipca 2017

List otwarty

Jam jest jednym z tych, co byli „solą ziemi” polskiej,
wnukiem ziemianina Teofila Rydzewskiego, aresztowanego w roku 1939 w wieku 75 lat
przez NKWD, skazanego na 8 lat ciężkich robot w sowieckim łagrze
i tam zmarłego w roku 1941,
synem ziemianina Jana Rydzewskiego – w PRL obywatela najgorszej kategorii
i „wroga społecznego” z racji pochodzenia z klasy ziemiańskiej

LIST OTWARTY
do Pana Prezydenta i do Pani Premier Rządu
Rzeczypospolitej Polskiej
w sprawie rewindykacji krzywd reformy rolnej z roku 1944
(uzupełnione powtórzenie z roku 2007)
Szanowny Panie Prezydencie, Szanowna Pani Premier,

Możecie tego dokonać – reprezentując obecnie w Polsce urzędy dysponujące, jak nigdy przedtem, mocą sprawczą o sile wyjątkowej, której nikt i nic z powojennych układów pro-sowieckich nie jest w stanie już teraz zawetować.

W uzasadnieniu tego apelu w imieniu wszystkich skrzywdzonych ziemian, przedstawiam opis-relację jak to było w 1939 roku i później w przypadku mojej rodziny.
Przed wybuchem II Wojny Światowej mieszkaliśmy we wsi Dreństwo (koło Rajgrodu, obecne woj. podlaskie), gdzie posiadaliśmy około 300 ha majątek ziemski zarządzany przez mojego ojca Jana Rydzewskiego, jako spadkobiercy dziadka Teofila, wówczas już w wieku 75 lat.
Słów kilka o dziadku Teofilu – urodzony jeszcze pod zaborem rosyjskim w 1864 r., odbył służbę wojskową w wojsku carskim, a po zwolnieniu z wojska, znalazłszy się bez środków do życia, wyjechał „za chlebem” do Stanów Zjednoczonych. Wrócił do kraju po kilku latach na wezwanie ze strony bezdzietnego stryja, który zapisał mu w spadku majątek Dreństwo.
Słów kilka o tym majątku/folwarku Dreństwo:
Był dwór murowany, blachą kryty – obiekt nieduży, jednorodzinny.
Od ogrodu był ganek i wejście dla właścicieli. Następnie był korytarz, skąd na prawo było wejście do pokoju Dziadka, na wprost drzwi do salonu i schody na strych, a drzwi na lewo prowadziły do pokoju stołowego. Pokój stołowy sąsiadował z sypialnią oraz z korytarzem prowadzącym do kuchni oraz do komórki gosposi. Z kuchni poprzez sień wychodziło się na podwórze i do studni po wodę.
Instalacja elektryczna i urządzenia sanitarne to była dopiero przyszłość, ale mieliśmy romantyczne oświetlenie lampami naftowymi oraz 2-osobowy wychodek w sadzie około 50 m od „dworu”.
Pod łóżkiem sypialni stacjonował fajansowy nocnik i było także stanowisko umywalki i dzbanek z wodą. W zimie można było przytulić się do ciepłego pieca opalanego drewnem.
Mieszkańcy tego dworu to Pan Starszy / Dziadek Teofil, Dziedzic / mój Ojciec Jan, Dziedziczka / moja Mama Lucyna oraz dwóch Paniczów: ja / berbeć 4-letni i mój brat Zbigniew/ niemowlę bez mała roczne. No i Gosposia zamieszkująca komórkę przy kuchni.
Podwórze/gumno okalały zabudowania gospodarcze: stodoła, obora z chlewnią, stajnia ze spichlerzem na poddaszu, natomiast bliżej „dworu” i studni znajdowały się kurniki, gęśniki, kaczniki oraz parnik do przygotowywania karmy dla wszelkiego rodzaju żywego inwentarza.
Było sielsko-anielsko, ale:
Krótko po 17 września 1939 roku dom nasz zaczęli nawiedzać sowieccy najeźdźcy, strasząc pepeszami wycelowanymi w naszym kierunku. Nie były to, jak widać, wizyty kurtuazyjne: najpierw zabrali ojcu dubeltówkę i broń krótką oraz kilka cennych przedmiotów z domu, później pojawiali się jeszcze kilkakrotnie, zawsze po to, aby coś jeszcze zrabować. Pamiętam taką „wizytę”, raczej burzliwą, kiedy schowałem się za krzak jaśminu przy ganku i przetrwałem tam w kucki, aż „goście” sobie poszli, zmieniając tylko czasem pozycję, aby jaśmin zawsze pozostawał pomiędzy mną a nimi. No cóż, wstyd się przyznać - nie byłem bohaterem.
Pozorny spokój, bezpośrednio po zajęciu kraju, przerywany tymi aktami terroru, zamienił się wkrótce w nieustanny lęk, gdyż okupant przystąpił do akcji wywożenia w głąb ZSRR tak zwanych wrogów ludu i nowego ustroju „sprawiedliwości społecznej”. Ojciec z racji przynależności do klasy posiadającej stał się najbardziej zagrożony, opuścił więc dom i zaczął się ukrywać – była to jakaś gajówka w lesie, gdzie spał na strychu pod dziurawym dachem, oglądając w nocy gwiazdy na zimowym nieboskłonie, a śnieg leżał przy jego posłaniu nie topniejąc.
Dziadek Teofil pozostawał z nami, to jest naszą mamą Lucyną z dwojgiem małych dzieci – miałem wtedy 4 lata, a mój brat Zbigniew około 1 roku. Dziadek pomimo ostrzeżeń ze strony przyjaciół nie chciał opuścić domu i się ukryć, powtarzając: „mnie starego nie wezmą, po co mam się tułać gdzieś po świecie”. Jakże się mylił – wzięli w dniu 15 stycznia 1940 r., NKWD zasądziło go jako wroga ludu na 8 lat ciężkich robót i wywiozło do ZSRR. Na nic się zdała petycja mieszkańców wsi Dreństwo, którzy chcieli Dziadka Teofila ratować, pamiętając jego dobroć oraz pomoc i wsparcie w trudnych chwilach ich życia.
Dziadek Teofil zmarł półtora roku później w dniu 11 sierpnia 1941 roku w łagrze Tiemłag w Mordowskiej ASRR z wyczerpania na skutek niewolniczej pracy i głodu.
Nastała władza ludowa, a raczej sowiecka, której ukazem mamę wraz z dziećmi wysiedlono z dworu do czworaków z dobytkiem ograniczonym do tego, co mogła unieść – a był to wózek dziecinny z moim bratem Zbigniewem, nieco odzieży, bochenek chleba i osełka masła. Pamiętam jak trzymany przez mamę za rączkę dreptałem w mróz siarczysty, a śnieg skrzypiał pod butami. Bez pomocy ze strony ludzi ze wsi długo byśmy nie przetrwali w nieopalanych czworakach i z pusta spiżarnią. Mniej więcej w tym samym czasie ojcu udało się zbiec do rodziny w Warszawie, wtedy już pod okupacją niemiecką. W niedługim czasie po tych wydarzeniach, a była to już niezwykle mroźna zima lat 1939/40 – mróz sięgał do – 400C, mamę ostrzeżono, że jest na liście do wywózki do ZSRR. Trzeba się było ratować, ale jak tego dokonać słabej kobiecie z dwojgiem nieletnich dzieci!? – Dwaj synowie naszej gosposi Pauliny Wiszowatej, Mieczysław i Bronisław, przyszli z bezinteresowną pomocą – podjęli wezwanie przeprowadzenia mamy z maluchami przez tak zwaną „zieloną granicę”, wtedy zasypaną głębokim śniegiem i skutą lutym mrozem. Kilka dni czekano, aż mróz nieco odpuści. Odpuścił, ale tylko do – 250C i ... poszli, brnąc przez zaspy i z duszą na ramieniu, aby nie natrafić na posterunek graniczny. Mieczysław niósł mnie za pazuchą, a Bronisław mojego brata Zbigniewa. Udało się – dotarliśmy niemal cudem do Warszawy, też okupowanej, ale w danych okolicznościach tutaj były większe możliwości przeżycia. Ponadto, rodzina znowu była w komplecie – brakowało nam tylko bardzo dziadka Teofila, który przepadł, bo nie przypuszczał, że reżim sowiecki może być aż tak podły.
Ale „tempora mutantur” – w 1941 roku zmienia się obraz okupacji Polski i polskie ziemie wschodnie znalazły się we władaniu Niemców, którzy mieli bardziej tolerancyjny stosunek do ziemiaństwa. Ponadto, trudno było mojej rodzinie nadal korzystać z gościnności krewnych w Generalnej Guberni w Warszawie, a następnie u rodziców mamy w Konopiskach pod Częstochową. Wracamy w rodzinne strony, co nie oznacza, że na własne gospodarstwo, gdyż na dworze okupant osadził swojego zarządcę – Austriaka, rolnika spod Wiednia. Początkowo przebywamy u znajomych - państwa Mościckich, właścicieli gospodarstwa rybackiego i młyna na Wojdach pod Rajgrodem. Nieco później ojciec znajduje zatrudnienie jako gajowy –zamieszkujemy w gajówce na Bielaku należącej do leśnictwa Orzechówka, na obrzeżach Czerwonych Bagien, niedaleko Woźnej Wsi. Trwało to czas jakiś – może z rok, dopóki austriacki zarządca majątku w Dreństwie nie dowiedział się, że wypędzony właściciel, pędzi życie gajowego w pobliskim sąsiedztwie. Ojciec otrzymuje ofertę nie do odrzucenia, aby wrócić do majątku na stanowisko ekonoma – nadzorcy całości prac „w polu i na zagrodzie” – była nawet propozycja zamieszkania we dworze razem z Austriakiem, ale rodzice uważali za bardziej właściwe w tych okolicznościach zamieszkanie we wsi w wynajętym pokoju z używalnością kuchni u przychylnej nam rodziny Waśkiewiczów. Tak trwało, dopóki nie odwróciły się losy wojny i ponowne nadejście sowietów stało się nieuchronne. Austriak okazał się porządnym facetem i zanim spakował się sam do odwrotu wezwał do siebie ojca i powiedział: Johann, bierz dwa najlepsze konie i jednego luzaka, furę, pakuj dobytek i uchodź z Dreństwa – dla Rosjan jako ziemianin będziesz wrogiem społecznym i wszystko może się zdarzyć, jeżeli zastaną was w Dreństwie. Znowu powędrowaliśmy do rodziny w Warszawie - tym razem wozem drabiniastym. Było lato 1944 roku, wojna miała się ku końcowi, ale my mieliśmy jeszcze przeżyć najgorsze – Powstanie Warszawskie. Było wypędzenie nas z domu przed jego podpaleniem, najpierw zagrożone rozstrzelaniem co 10-go mieszkańca, przejście pod kulami do domu zakonnego „Roma”, a stamtąd po kilku dniach przemarsz przez płonącą Warszawę w obstawie Niemców, a następnie Własowców, do Pruszkowa. Stąd miejscem docelowym pierwszych konwojów był Oświęcim. Zrządzeniem opatrzności jeszcze raz mieliśmy szczęście – obóz w Oświęcimiu był już przepełniony i skierowano nasz pociąg do Reichu w okolicach Stuttgart’u na roboty przymusowe. Tutaj doczekaliśmy wyzwolenia przez wojska amerykańskie. Dalsze koleje naszego losu to repatriacja, chociaż nie było do czego wracać – los naszego domu i majątku dokonał się jeszcze przed naszym powrotem do kraju dekretem o reformie rolnej. Byliśmy bezdomni i chociaż nasz dom stał nienaruszony, przestał już być naszym domem. Przed powrotem do Polski, mogła być Kanada, Australia, inne miejsca na ziemi, gdzie człowiek mógł godnie zacząć nowe życie – ojciec chciał jednak wracać do Polski, która była Ojczyzną jego i jego przodków. Wróciliśmy. Przygarnęli nas rodzice mamy w Konopiskach pod Częstochową. Ojciec zaczął szukać pracy i mieszkania wędrując po kraju – ostatecznie osiedliśmy w Gdańsku. Dalekie i nieosiągalne Dreństwo było wciąż tematem naszych wspomnień, żyło w naszej wyobraźni i podświadomości. Nawet raz odważyliśmy się tam pojechać. Był to wyjazd mojej mamy ze mną po jakieś rzeczy, które przechowała dla nas nasza dawna gosposia, Paulina Wiszowata. Byliśmy w Dreństwie tylko dwa dni. Już na trzeci dzień do gosposi zajechał gazik z Urzędu Bezpieczeństwa i zaczęło się wypytywanie, czego ta dziedziczka tutaj szukała. Byli czujni... Rozporządzenie władz zakazywało byłym właścicielom ziemskim przebywanie bliżej niż 30 km od miejsca, gdzie znajdowała się ich siedziba i majątek ziemski przed reforma rolną. Życie w PRL’u z piętnem wroga społecznego z samej tylko racji pochodzenia społecznego, zwłaszcza we wczesnym okresie trwania tej zniewolonej Polski, było dla moich rodziców pasmem prywacji i upokorzeń. Nie doczekali niepodległej Polski, zmarli zbyt wcześnie w poczuciu krzywdy, która im się stała niezasłużenie.
Opisałem w niemal telegraficznym skrócie swój i swojej rodziny los człowieczy, pojedynczy ciąg zdarzeń w skali całego kraju – każda rodzina ziemiańska w Polsce mogłaby dopisać tutaj swoją historię w PRL’u, mniej lub bardziej smutną, a może także tragiczną – powstałaby saga obejmująca losy tysięcy skrzywdzonych bez umiaru rodzin ziemiańskich.
Aby stworzyć sobie zaledwie zgrubne pojęcie jak haniebnie postąpiono z klasą ziemiańską wystarczy zacytować tylko:
§ 11. (1) Przejęciu od właścicieli ziemskich nie podlegają:
a) przedmioty służące do osobistego użytku właściciela przejmowanego majątku i członków jego rodziny, jak np.: ubrania, obuwie, pościel, biżuteria, meble, naczynia kuchenne itp., nie mające związku z prowadzeniem gospodarstwa rolnego oraz jeżeli nie posiadają wartości naukowej, artystycznej lub muzealnej,
b) zapasy artykułów spiżarni domowej,
c) zwierzęta i ptaki pokojowe.
z Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu PKWN z dnia 6 września 1944r. o przeprowadzeniu reformy rolnej.
Cały pozostały dobytek podlegał przejęciu, a człowiek wyrzucony w ten sposób na bruk lub błoto drogi wioskowej nie miał nawet gdzie podziać się z tym szczątkowym dobytkiem, który zdołał uzyskać/wynegocjować z mniej lub bardziej swobodnej interpretacji powyższego paragrafu przez komisarzy wykonawczych reformy.
Nie przysługiwało nawet zabranie psa uwiązanego przy budzie na łańcuchu lub kury, bo nie było to ani zwierzę, ani ptak pokojowy – brzmi to wszystko jak szyderstwo tych, których etyka nie zakazywała kopać leżącego.
Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby „sprawiedliwość społeczna” w rozumieniu roku 1944 powróciła do współczesnej Polski – a byłoby się do czego przyczepić, bo Polacy „odkuli się” już po wojennych stratach – niektórzy nawet bardzo ...
Ktoś mógłby mnie zapytać:
Po co to piszesz, czemu jeszcze walczysz i upominasz się o zadośćuczynienie za krzywdę, którą wyrządzono ci tak dawno, jesteś starym człowiekiem na emeryturze, ciesz się z tego, że jeszcze żyjesz.
Jest mi ciepło, mam dach nad głową, nie jestem głodny, ale wiem i czuję, że jestem coś winien cieniom swoich zmarłych rodziców oraz pamięci dziadka zamęczonego w sowieckim łagrze. Jestem im winien upomnieć się o to, co było im drogie i na co oni, jak również ci, co byli przed nimi, pracowali w trudzie i znoju. Nigdy nie wraca w pełnym wymiarze to, co zostało nam zabrane, ale coś wrócić powinno, aby móc to przekazać swoim dzieciom i wnukom, razem z pamięcią o tym, co było i jak było.

Panie Prezydencie, Pani Premier reprywatyzacja to wciąż sprawa do załatwienia – Polacy na to czekają, nie wszyscy, niektórzy czekają na załatwienie innych spraw, jest ich jeszcze moc do załatwienia, ale sprawa reprywatyzacji ziemian, przynajmniej w formie częściowej rewindykacji za krzywdę dziejową Anno Domini 1944 jest już bardzo, bardzo zaległą sprawą.
Chciałbym doczekać jej załatwienia. Pośpieszcie się.
Proszę o to dla siebie i tysięcy innych, którzy także czekają.
I jeszcze krótkie addendum finalne – retrospekcja do działań wrogiego nam mocarstwa w latach 1939 i 1944, aby ziemianie, „sól ziemi polskiej”, przestali istnieć na wieki wieków wraz ze swoimi szlachetnymi zasadami etycznymi i polskim patriotyzmem.
To nie Polacy przeprowadzili reformę rolną w 1944 r. Stwierdzenie to w pierwszej chwili może się wydawać zaskakujące, ale jest to fakt historyczny. Percepcja tego faktu przychodzi samorzutnie, gdy prześledzi się casus klasyczny wydziedziczenia ziemian na ziemiach wschodnich naszego kraju, opisany w tekście podstawowym tego listu. Na tych ziemiach, zapisanych na rzecz ZSRR w pakcie Ribbentrop-Mołotow, ziemianie utracili swoją ziemię i siedliska rodowe już w wyniku zagarnięcia w 1939 roku tych ziem przez sowieckiego najeźdźcę. Nie nastąpiło również odzyskanie przez ziemian tej zagarniętej własności, kiedy później cała Polska znalazła się pod okupacją niemiecką w następstwie napaści Niemiec na ZSRR.
Koniec wojny i pojawienie się Sowietów ponownie w Polsce tylko utrwaliły status quo ziemian z 1939 roku, który został rozszerzony dekretem PKWN z 1944 r. o reformie rolnej na resztę Polski w jej powojennym kształcie. Zrealizowała się polityka Stalina, aby zniszczyć ziemiaństwo jako klasę społeczną. – eksterminacja porównywalna z Katyniem i innymi miejscami kaźni Polaków, może mniej spektakularna, ale jakże skuteczna. Albowiem nie zawsze kończyło się na zaborze ziemi i siedlisk rodowych – były łagry, więzienia, eksterminacja fizyczna za rzekome lub faktyczne działanie przeciw „władzy ludowej” oraz inne rodzaje prześladowań.
Cytowany powyżej dekret o reformie rolnej władz z importu – produkt najemników i sługusów obcego mocarstwa, a nie Polaków, obywateli niezawisłej Polski, był już tylko próbą formalnego usankcjonowania działań dokonanych, które „prawem kaduka” następowały zawsze w ślad za wojskami sowieckimi, kiedy wkraczały na teren Polski – za pierwszym i za drugim razem.
Więc jeszcze raz powtórzę – nie było polskiej reformy rolnej. Było tylko przestępstwo o tej nazwie, popełnione przez wrogów Polski, rękami niby Polaków.
Reforma rolna w wykonaniu prawdziwych Polaków wyglądałby zupełnie inaczej.
Hańbą jest, że kolejne ekipy rządzące poprzednio oraz teraz już niepodległej Polski, nie kwapią się, a raczej ociągają, aby naprawić chociaż w części krzywdę wyrządzoną tysiącom synów i córek tej ziemi przez obcych.
Wciąż czekamy na ludzi szlachetnych i prawych, którzy dokonają korekty tego zła z importu i uczynią sprawiedliwość dziejową.
Panie Prezydencie, Pani Premier - to może być Wasze dokonanie !

Gdańsk, dnia 2 lipca 2017 r.

Jerzy Rydzewski